I Niedziela Wielkiego Postu

Zaproszenie do wyjście na pustynię naszego życia

Liturgia Słowa I Niedzieli Wielkiego Postu wskazuje na dwa rodzaje zagrożeń, które mogą dotknąć człowieka:
• zagrożenia zewnętrzne – zobrazowane poprzez potop z pierwszego czytania i dzikie zwierzęta z Ewangelii, wśród których przebywał Jezus na pustyni oraz
• zagrożenia wewnętrzne – pokusy, z którymi zmaga się Pan Jezus w opisie kuszenia na pustyni.
To te zagrożenia: zewnętrzne i wewnętrzne niosą zniszczenie i śmierć.
Jednak dzisiejsze słowo Boże pokazuje coś więcej: że Bóg chce nas chronić przed tymi zagrożeniami, chce przywrócić pierwotną harmonię. W wojnie ze złem Bóg staje się naszym sprzymierzeńcem: walczy wraz z nami, za nas i w nas.
Po grzechu pierworodnym widzimy jak szybko na ziemi rozprzestrzenia się zło. Wtedy, sposobem na oczyszczenie staje się potop, z którego zaledwie osiem dusz, ośmiu ludzi zostaje uratowanych. Po potopie miłosierny Bóg zawiera z całym stworzeniem przymierze: nie ześle już wyniszczającego potopu. Noe wraz z rodziną zaufał Bogu.
Pięknie to zaufanie przeniesione zostało na współczesne czasy w filmie „Evan Wszechmogący” z 2007 roku. Bóg potrzebuje pomocnika, który mógłby zrealizować jego plan. Wybór pada na prezentera wiadomości w stacji telewizyjnej, Evana Baxtera. Nikt nie chce mu uwierzyć w to, że znów ma przyjść potop… Evan zamienia się w Noego XXI wieku. Wszyscy go wyśmiewają, drwią, ale on się nie poddaje. Buduje Arkę, które uratowała wielu ludzi. W budowie arki pomagają mu najróżniejsze dzikie zwierzęta… (https://www.cda.pl/video/4363236e0).
Ze wszystkich Ewangelistów opisujących kuszenie Jezusa na pustyni, tylko Marek, którego opis jest najkrótszy, zwraca uwagę na zwierzęta. Benedykt XVI komentując ten opis zauważył, że dzikie zwierzęta są najbardziej konkretną postacią zagrożenia człowieka, tymczasem tu – żyją w harmonii z Jezusem. To, co nie możliwe jest dla człowieka, staje się możliwe dla Boga.
Warto, żebyśmy właśnie dziś, na początku tego Wielkiego Postu, bardzo mocno zaufali Bogu i uwierzyli, że On może i chce pomóc nam przezwyciężać to, co może w tej chwili, po ludzku, wydaje się nam nie do przezwyciężenia, pokonać to, co po ludzku wydaje się niemożliwe do pokonania. Pamiętajmy – Bóg sprawił, że po 40 dniach deszcz, który wywołał potop przestał padać; i to także Bóg, w osobie Jezusa Chrystusa, przezwyciężył pokusy, pokonał szatana.
Jakie jest dla nas lekarstwo na współczesny potop, na te dzikie zwierzęta? Na te zewnętrzne zagrożenia i na to, co nas kusi od wewnątrz?
Część z nas wysłuchało wielkopostnych nauk rekolekcyjnych. Ks. prof. Paweł Podeszwa, biblista, uświadamiał nam, co oznacza posypanie popiołem. Ujmując biblijnie pokazał, że popiół jest symbolem i znakiem:
• smutku i żalu, płynącego z tego, że obrażaliśmy Boga i bliźniego;
• pokuty i nawrócenia – przyznajemy się do win i prosimy o miłosierdzie;
• oczyszczenia (kiedyś używano popiół do wyrobu mydła) – wyrażamy chęć oczyszczenia w sakramencie pokuty i pojednania, w Eucharystii, przez modlitwę, post i jałmużnę;
• wiary w zmartwychwstanie, obdarowania nadzieją – dlatego tym obrzędem rozpoczynamy przygotowanie do świąt Zmartwychwstania Pańskiego.
Ten poświęcony popiół można też jeszcze zabrać do domu. Został przygotowany dla tych, którzy nie mogli uczestniczyć we Mszy św. w środę popielcową.
Ks. Profesor zachęcał nas, aby wybierać błogosławieństwo, a nie przekleństwo. Błogosławić: to dobrze mówić, to mieć rozpromienione oblicze, to dzielić się darem pokoju. Przypominamy sobie, jak zwrócił uwagę na nasz język, który może być jak brzytwa. Ile słów wypowiadamy niepotrzebnie, lekkomyślnie, jak wielu naszych bliskich ranimy swoimi słowami. Człowiek im ma mniej do powiedzenia, tym więcej mówi.
Ks. Rekolekcjonista poruszył także temat postu – jakie funkcje może spełniać. A może być:
• uzdrowieniem
• sposobem wyrażania żałoby po śmierci bliskiej osoby
• jako forma prośby, aby Pan Bóg oddalił plagi, epidemie
• przygotowaniem do wypełnienia jakieś misji, jak np. Pan Jezus przed publiczną działalnością 40 dni pościł na pustyni.
Ks. Paweł postawił pytanie: co w poście jest najważniejsze? Najważniejsze, aby nasz post połączony był z miłością bliźniego, połączony z jałmużną.
W naukach stanowych dla mężczyzn ukazał rolę św. Józefa w życiu rodziny, a szczególnie podkreślił, jak piękny jest to wzór dla każdego mężczyzny. Kobietom zaproponował przykład Marty i Marii jako wzór do naśladowania w życiu codziennym. Większość tych homilii jest umieszczona na You tube – zachęcam do odsłuchania.
W ramach tych wielkopostnych rekolekcji zadajmy sobie pytanie: A jakie jest moje wielkopostne postanowienie? „Miej Wielki Post, dbając o małe rzeczy” – jak głosi hasło na naszym przykościelnym banerze. A może w Wielkim Poście ktoś z nas ma do spełnienia ważną misję, na wzór Noego?
Na płaszczyźnie parafii proponujemy w Wielkim Poście
• Wystrój kościoła – skromny, bez kwiatów i zbędnych dekoracji, a głównym jego elementem, obok krzyża, uczyniliśmy figurę Jezusa Frasobliwego, która w ciągu roku znajduje się w głównej kruchcie kościoła (był tutaj zwyczaj dotykania lub całowania kolana Pana Jezusa przy wyjściu z kościoła) – niech ten wystrój skłania nas do jeszcze większej modlitwy, wielkopostnej refleksji.
• Lekturę naszej gazetki parafialnej, tworzonej przez członków naszej wspólnoty, w której proponujemy ciekawe treści odnoszące się do liturgii, do wyglądu naszej świątyni oraz komentarze liturgiczne na kolejne niedziele Wielkiego Postu.
• Lekturę czasopisma „Chrystus i Ty” poświęconego św. Józefowi.
• Uczestnictwo w Gorzkich Żalach, w czasie których słowo Boże głosić będzie misjonarz – ks. prałat Florian Cieniuch przygotowujący się do wyjazdu na Kubę, a posługujący w naszej wspólnocie w każdy czwartek. Ofiary złożone podczas tego nabożeństwa będą jednym z wyrazów naszej wdzięczności za jego posługę.
• Uczestnictwo w Drodze Krzyżowej. Rozważania poruszające sprawy rodzinne czytane będą przez małżonków.
• Komentarz do Liturgii eucharystycznej w czasie każdej Mszy św. w niedziele Wielkiego Postu, aby uświadamiał nam wszystkim obowiązek troski o dobra materialne wspólnoty parafialnej.
• Przypominamy o korzystaniu z zakupionych medytacji „40 dni z Bogiem” i zdrapki wielkopostnej.
Bądźmy aktywni w tej wielkopostnej refleksji nad naszym życiem. A te wymienione wielkopostne propozycje niech nas wzmacniają w duchowej walce na pustyni naszego życia, niech pomogą pokonać wszelkie zagrożenia, pokusy, wszystko, co oddala nas od Boga. Amen.

Ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński
Witkowo, 20 luty 2021 r.

Wiara i miłość łamią schematy

Homilia na VI niedzielę zwykłą B,
Witkowo 14.02.2021 r.

Już XIV wieku we Francji, Belgii i w Anglii świętowano 14 lutego jako dzień zakochanych. Związany był on z początkiem wiosny, kiedy ptaki odbywają swoje gody. O dniu św. Walentego śpiewa Ofelia w „Hamlecie” Szekspira. Posługuje się zwrotem „to be Valentine” (być czyjąś walentynką), który wiele lat później trafił na kartki krążące między zakochanymi. Zwyczaj ten zapoczątkowała w 1850 roku Amerykanka Esther Howland. Pierwsze karty produkowała chałupniczo. Pomysł przyjął się rewelacyjnie. Szybko rozkręcony biznes przynosił dochód 100 tysięcy dolarów rocznie. Od tego czasu święto bardzo się skomercjalizowało, czasami nawet tak bardzo, że trudno jest wydobyć z niego miłość. Zapominamy też, że św. Walenty to także patron przywoływany w ciężkich chorobach. Tak mamy go też przedstawionego na obrazie Józefa Buchbindera (Żyda, który przeszedł na katolicyzm i całą swoją karierę poświęcił malarstwu religijnemu): gdy uzdrawia człowieka chorego na epilepsję. Dzisiaj także w słowie Bożym słyszymy o poważnej chorobie, jaką zwłaszcza w czasach Pana Jezusa i wcześniej był trąd – wtedy nieuleczalny.

1. Zachować przepisy.W pierwszym czytaniu z Księgi Kapłańskiej mamy przykład postępowania w z człowiekiem trędowatym. Cała Księga Kapłańska to zbiór szczegółowych przepisów określających postępowanie ludzi w konkretnych sytuacjach życiowych. Trąd był dawniej rzeczywiście chorobą przerażającą: ciało się rozpada, a człowiek wciąż żyje. Stąd prawo nakazywało całkowitą izolację, aby zapobiegać zagrożeniom fizycznym, a także miało na celu ochronę moralną społeczeństwa. Nie było lekarstwa. Jedyną skutecznym sposobem było odosobnienie chorego, aby inni się nie zarazili. Nawet nie jesteśmy sobie wstanie wyobrazić, jak musiał się czuć wyizolowany człowiek, praktycznie skazany na śmierć. Sami wiemy, jak ciężko jest w zamknięciu – wiedzą to, ci którzy doświadczyli tego przez koronawirusa.

2. Wyjść na spotkanie.Musimy być dzisiaj pełni podziwu wobec człowieka trędowatego z wysłuchanego fragmentu Markowej Ewangelii. Trędowaty musiał pokonać bardzo wiele barier, aby dotrzeć do Jezusa… Choroba, przepisy Prawa, wykluczenie – to wszystko nie powstrzymało go. Wiara doprowadziła go do Jezusa, a spotkanie z Nim przyniosło uzdrowienie i oczyszczenie. Chory wrócił do właściwej relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem.

3. Nie być zgorszeniem. Dzisiaj już trąd nie jest taki groźny. Można go wyleczyć. Ale może właśnie teraz trzeba spojrzeć na tę chorobę jako na pewien obraz… Podobnie jak trąd działa grzech, który także niszczy człowieka, zamyka go, izoluje. Grzech też jest bardzo niebezpieczną chorobą, groźniejszą niż trąd, bo trawiącą wnętrze człowieka. Widać to wyraźnie teraz, kiedy bardzo posunęliśmy się w tolerancji: grzech nam spowszedniał. Często więc sytuacje, które kiedyś były nie do przyjęcia, które sprawiały, że człowiek dopuszczający się nieprawości, zwłaszcza jawnie, był w jakiś sposób izolowany, piętnowany, aby jego zachowanie niewłaściwe, jego sposób postępowania nie zaraził innych. Tymczasem teraz daje się zauważyć, że często postępowanie wprost sprzeczne z wiarą, z Ewangelią, kwestionujące nauczanie Kościoła jest przedstawiane jako powód do dumy. Jak więc wielkim wyzwaniem jest ciągle dla nas słowo św. Pawła skierowane niegdyś do wspólnoty Kościoła w Koryncie: Nie bądźcie zgorszeniem… Jak to zrobić? Trzeba mieć koniecznie w sobie coś z postawy człowieka trędowatego z dzisiejszej Ewangelii. Uzdrowienie dokonuje się w spotkaniu z Jezusem, ale żeby do niego doszło to trędowaty przełamuje schematy, wykracza poza ustalone przepisy prawa, wychodzi poza krąg formalności. Wtedy dokonuje się spotkanie zmieniające życie.
Cieszymy się, że coraz więcej osób w naszej parafii rozumie, że aby parafia mogła właściwie funkcjonować także potrzeba wychodzenia poza to, co było i nie powtarzać z uporem: bo zawsze tak było… W 1997 roku papież Jan Paweł II posłał do Terni, do miasta św. Walentego, własnoręcznie napisane pozdrowienie. Brzmiało ono tak: Miłość zwycięża, znosi granice, przełamuje bariery między ludźmi. Miłość stwarza nowe społeczeństwo.Niech św. Walenty wspiera nas, aby takiej miłości, tworzącej małżeństwa, rodziny, wspólnotę parafii nam nigdy nie brakowało.

Ks. Prefekt Julian Wawrzyniak

Homilia – 5. Niedziela Zwykła, 7 lutego 2021

Uzdrowienie ciała i duszy

Bracia i siostry,

1. Poszukiwanie sensu cierpienia
Liturgia Słowa skupia się dzisiaj wokół tematyki uzdrowienia ciała i duszy. Słyszymy o doświadczeniu cierpienia przez Hioba. Jego historia życia przepełniona jest udrękę: stracił rodzinę, cały swój majątek, wszyscy go opuścili, nie ma wsparcia od nikogo z ludzi, na koniec zachorował na trąd. Nawet żona prowokuje Hioba do buntu. Nie potrafi współczuć mężowi ani towarzyszyć mu w jego bólu. Św. Augustyn nazwał ją „pomocnicą diabła”. A jednak, przez ten czas próby, Hiob pozostał wierny Bogu aż do końca. Księga Hioba jest poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Hiob ukazuje nam, że życie to nieustanne bojowanie. Krąży wśród nas powiedzenie „życie to nie bajka”. Hiob pozostał posłuszny Bogu i dlatego został sowicie wynagrodzony: Bóg na nowo obdarzył go wszelkim dobrem, a nawet pomnożył jego majątek. Hiob jest symbolem godności, pokory i pełnego zaufania wobec Boga, nieugiętej wiary i cierpliwości.

2. Pan Jezus pochyla się na cierpieniem
„Bóg leczy złamanych na duchu” (Ps 147A), leczy chorych i cierpiących na ciele. W Ewangelii Chrystus pochyla się nad ludzkim cierpieniem zsyntetyzowanym w chorobie i boleści ciała. Widzimy Go, jak w Kafarnaum i w okolicy leczy wszelkie niemoce i wszelkie słabości, a nawet wyrzuca złe duchy.
Ks. Gabriele Amortha, watykański egzorcysta w swojej książce pt. „Wyznania egzorcysty” wydanej w 1997 r. czytamy: „Istnieje bardzo dużo ludzi nieszczęśliwych, którzy chociaż nie zdradzają objawów opętania przez złego ducha, korzystają z posługi egzorcysty, aby otrzymać uwolnienie od swoich cierpień: dokuczliwych chorób, nieszczęść, różnego rodzaju niepowodzeń. Osoby opętane spotyka się dość rzadko, ale ludzi nieszczęśliwych jest bardzo dużo”. Do tych ludzi przychodzi Chrystus, do wszystkich nieszczęśliwych, opętanych, chorych i cierpiących. Dał nam sakrament uzdrowienia: namaszczenia chorych i modlitwę nad cierpiącymi. 11 lutego, w czwartek obchodzić będziemy 29. Światowy Dzień Chorego. W swoim orędziu na ten dzień papież Franciszek pisze: „nasze myśli kierujemy w szczególności do tych, którzy na całym świecie cierpią z powodu skutków pandemii koronawirusa (..) Wszystkim, zwłaszcza najuboższym i usuniętym na margines wyrażam moją duchową bliskość, zapewniając o trosce i miłości Kościoła”.
Zapraszamy w czwartek chorych i starszych parafian, aby w miarę możliwości przybyli na wspólną modlitwę w ich intencji.

3. Warto pokochać teściową
Wśród uzdrowionych z choroby w dzisiejszej Ewangelii jest teściowa św. Piotra. Przy tej okazji na pewno warto zwrócić uwagę na rolę teściów w rodzinie i na relacje z nimi. Dotyczy to szczególnie narzeczonych i młodych małżonków. Tej problematyce poświęcił książkę mgr inż. Jacek Pulkowski z Poznania. Książka nosi tytuł: „Warto pokochać teściową”. Porusza w niej takie tematy, jak: lekceważenie “problemu teściów” przez młodych (żenię się z dziewczyną, nie obchodzi mnie jej matka), wejście w małżeństwo na fali emocji bez poznania rodziców i rodziny współmałżonka, niedojrzałość rodziców do wypuszczenia swego dziecka z gniazda, pozytywne oddziaływanie teściów na młodych i młodych na teściów. Polecam tę książkę.

4. Głoszenie Ewangelii niesie ze sobą trud
Z wieloma cierpieniami i trudnościami łączy się też trud apostolski, trud mówienia o Chrystusie. Doświadczał tego św. Paweł. Miłość apostolska pokonuje wszystkie przeszkody, aby tylko pozyskać wiernych dla Chrystusa. Prześladowany, kamieniowany, bity i znieważany „Stał się wszystkim dla wszystkich” – jak napisał w Liście do Koryntian. Dla wszystkich „letnich chrześcijan” jest dzisiaj wyrzutem sumienia. Jego historia powinna niepokoić i nurtować. Oj, biada nam, gdy nie będziemy głosić Ewangelii.

5. Obraz z XV wieku ukazujący Pana Jezusa „spętanego” kłosem zboża i gałązką winnego krzewu.
Wczoraj dwunastu Rycerzy Kolumba wraz z żonami i kapelanem przeżywali swój Dzień Skupienia w Poznaniu. Bp Szymon Sułkowski w ramach homilii ukazał nam XV-wieczny wizerunek Chrystusa, który ma ręce i nogi „spętane” kłosem zboża i gałązką winnego krzewu. Przerastają one rany Jego nóg i rąk. I my mamy być „spętani” chlebem i winem, czyli Eucharystią. Oby nasze nogi i ręce były Eucharystyczne… Nogi, które będą chodzić po Chrystusowych ścieżkach: „Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem”, ręce, które będą rozdawały chleb, dobroć, będą wyciągnięte do zgody i do niesienia pomocy, przyniosą ulgę w cierpieniu – choćby zwyczajnym podaniem kubka z ciepłą herbatą. Amen.

Ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński
Witkowo, 7 lutego 2021 r.

Homilia – 4 Niedziela Zwykła, 31 stycznia 2021 r.

Bracia i Siostry,

1. Przez całą swoją działalność na ziemi Pan Jezus wypełniał misję powierzoną Mu przez Ojca. Składały się na nią: misja prorocka, misja kapłańska i misja królewska. Dziś, w imieniu Chrystusa, do wypełniania tej misji powołany jest cały Kościół – a więc każdy z nas, ochrzczonych. Bo to waśnie na mocy chrztu, a potem także bierzmowania, zostaliśmy obdarowani łaską, która uzdalnia nas do głoszenia Chrystusa i dawania o Nim świadectwa.

2. Już w Starym Testamencie Bóg powoływał ludzi, którzy w Jego imieniu przemawiali do ludzi, głosząc im Słowo Boże i wzywając do nawrócenia. Nazywano ich prorokami. Przykładem jest Mojżesz z dzisiejszego czytania z Powtórzonego Prawa (chociaż nie jest w sensie ścisłym zaliczany do proroków), który z odwagą, przez 40 lat prowadził Naród Izraelski z niewoli egipskiej do wolności, aby ostatecznie ten Naród powrócił do Ziemi Obiecanej. A wiemy, że to były trudne lata. Trudności życia na pustyni, ciągłe bunty ludzi i narzekania – o czym mówi nam psalmista: “Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa” (Ps 90), gdzie Izraelici kłócili się między sobą i wystawiali Boga na próbę. Musimy sobie dziś zdać sprawę z tego, że Bóg także każdemu z nas, bez wyjątku, powierzył to prorockie zadanie prowadzenia ludzi do Boga i przemawiania w Jego imieniu. I także od nas, podobnie, jak od proroków Starego Testamentu, “zażąda zdania sprawy” (Pwt 18, 15-20) z wykonania tego zadania. Warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie: jak ja wypełniam tę powierzoną mi na chrzcie misję prorocką? Czy nie za łatwo zwalniam się z głoszenia Słowa Bożego, przerzucając je na kapłanów, katechetów czy katechistów?

3. We fragmencie Ewangelii, który przed chwilą wysłuchaliśmy, mogliśmy zobaczyć przykład nauczania z mocą: Pan Jezus, w Kafarnaum w synagodze, wyrzuca ducha nieczystego z człowieka. Duch nieczysty to taki duch, który zna prawdę o świętości, ale uważa, że świętość dąży do zniszczenia, że świętość chce zabrać i zniszczyć wolność i okraść z przyjemności życia. Jakże łatwo przychodzi nam dziś ulegać temu duchowi, na co wskazuje dzisiejszy świat przesiąknięty konsumpcjonizmem, wygodą, byle by było wygodnie i przyjemnie… Jak się przed nim bronić? Pierwszym egzorcyzmem na złego ducha jest znak krzyża świętego, który czyniony w połączeniu z wodą święconą zwiększa swoją skuteczność. Korzystajmy w domach z kropielnicy, czyniąc znak krzyża wodą święconą. A może teraz, w dobie pandemii, ktoś chciałby ufundować do naszego kościoła bezdotykową kropielnicę?Drugim narzędziem przeciw duchowi nieczystemu jest nasza modlitwa. „Ten, kto nie modli się do Boga, modli się do diabła” powiedział Papież Franciszek w pierwszej swojej homilii. Módlmy się do Boga, powierzajmy się Maryi i naszym Aniołom Stróżom, i uczmy tej modlitwy swoje dzieci i wnuki. Trzecim – najważniejszym – jest stan łaski uświęcającej.

4. Św. Paweł, w Liście do Koryntian z drugiego czytania, do troski o sprawy wiary i rozwój życia duchowego zachęca zarówno małżonków, jak i osoby bezżenne, pisząc, aby „troszczyli się o sprawy Pana” (1Kor 7, 32-35). Wielokrotnie słyszałem z ust osób żyjących w stanie wolnym, że w homiliach bardzo często mówi się o małżeństwie i rodzinie, a pomija się osoby żyjące bez małżeństwa (w stanie wolnym, bezżennym). Często brzmiało to jak zarzut wobec nauczania Kościoła. Dlatego zapraszam teraz do wspólnego pochylenia się na drogą do świętości tych właśnie osób. Człowiek z natury powołany jest do życia małżeńskiego: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 28) oraz do życia wspólnotowego: „Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam” (Rdz 2, 18-24). Jednak w Piśmie św. mamy przykłady osób, które zrezygnowały z tego powołania i poświęciły swoje życie głoszeniu Słowa Bożego i troski o innych. Sam Pan Jezus nie założył rodziny, ale przecież troszczył się o małżeństwo i rodzinę. Wśród Apostołów byli żonaci, jak np. św. Piotr, któremu uzdrowił Pan Jezus teściową, ale także i nieżonaci, jak św. Paweł, który jednak nie głosił Ewangelii sam – m.in. nauczał razem z małżeństwem Pryscyli i Akwili. We wspólnocie Kościoła są osoby, które żyją w stanie bezżennym: nie należą do żadnych zakonów i instytutów świeckich, do stanu duchownego, nie złożyły prywatnych ślubów. Wśród nich są osoby stanu wolnego, które nie zawarły nigdy sakramentu małżeństwa, współmałżonkowie, których małżonek porzucił i są wierne przysiędze małżeńskiej, osoby żyjące w separacji oraz wdowcy i wdowy. Każdy z nich powinien otworzyć się na życie wspólnotowe. Może tyle dobra uczynić. Wymaga to oczywiście uczynienia ze swego życia daru dla innych oraz podjęcia tego jako zadanie, a ostatecznie jako powołanie.Wszystkie wody i wdowcy niech będą świadomi tego, że wraz ze śmiercią współmałżonka kończy się wspólna droga do świętości i trzeba odkryć na nowo, w stanie wdowieństwa, swoją drogę do świętości. Z pewnością nie zrealizujemy tego stale przebywając na cmentarzu. Cmentarz jest dla umarłych, a dom jest dla żywych. W kontekście osób żyjących w stanie w bezżennym papież Franciszek w adhortacji o rodzinie „Amoris laetitia” zwraca uwagę na inny ważny problem: coraz więcej osób decyduje się na życie bez małżeństwa nie zawsze z powodów ewangelicznych. Skłaniają je do tego różne czynniki: „tempo współczesnego życia, stres, organizacja życia społecznego i pracy, które zagrażają możliwości podejmowania trwałych decyzji” (AL, 33). Papież wspomina też o presji „kultury tymczasowości”, która utrzymuje ludzi w przekonaniu, że „miłość, tak jak w sieciach społecznościowych, można podłączyć lub odłączyć na żądanie konsumenta i równie szybko zablokować”. Te osoby domagają się specjalnej troski ze strony wspólnoty Kościoła, a szczególnie ze strony małżonków, przez ukazywanie piękna życia małżeńskiego i rodzinnego.Dzisiaj chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy jako osoby bezżenne poświęciły się ewangelizacji, pracy na misjach, katechizacji, troski o starszych rodziców, chorych członków rodziny, opiekując się innymi, troszcząc się o wspólnotę Kościoła. Trwajcie dalej na tej pięknej, choć zapewne nie zawsze łatwej drodze!Każdego żyjącego w stanie bezżennym, w stanie wolnym (a więc także wdowców, wdowy) zapraszam po Mszy św. do indywidualnego błogosławieństwa. Został przygotowany dla Was piękny obrazek ze specjalną modlitwą z jednej strony i z wizerunkiem obrazu Wniebowzięcia Matki Bożej z naszego kościoła (wraz z cukierkiem). Może to nie przypadek, że w naszym kościele z jednej strony mamy obraz Świętej Rodziny, która patronuje małżeństwom i rodzinom, a z drugiej obraz Matki Bożej, która może być przecież najlepszą Patronką osób żyjących w stanie bezżennym?
Na koniec posłuchajmy tę wspomnianą modlitwę z obrazka: Maryjo, Boga i moja Matko, ucz mnie Twojego zaufania Słowu Boga, Twojej pokory w przyjmowaniu Jego woli i troski o sprawy Pana. W serce me wlej odwagę do otwartości na innych i ucz mnie czerpać radość z życie we wspólnocie. Prowadź mnie na mojej drodze do świętości w stanie bezżennym tak, bym widział/a w nim dobro, odnajdywał radość i przyjmował jako błogosławieństwo. Amen.

ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński
Witkowo, 30 stycznia 2021 r.

Słowo Boże wzywające do nawrócenia.

Homilia na III niedzielę zwykłą B,
II Niedziela Słowa Bożego,
Witkowo 24.01.2021 r.

Logo Niedzieli Słowa Bożego zostało zainspirowane ikoną napisaną przez s. Marie-Paul Farran (+2019), benedyktynkę z klasztoru położonego na Górze Oliwnej w Jerozolimie. Obraz ten przedstawia scenę wędrówki uczniów do Emaus. Opowiada o tym Ewangelia Łukasza. Zawiedzeni uczniowie po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa opuszczają Jerozolimę. Zmartwychwstały Jezus dołącza do nich w drodze i przez swoje słowo wyjaśnia im Pisma, aby wszystko na nowo zrozumieli. Tę scenę przedstawiało wielu artystów, ukazując dwóch uczniów i Jezusa. Siostra Farran zrobiła coś zaskakującego, bo dwóch uczniów przedstawiła jako mężczyznę i kobietę. To Kleofas i jego żona. Takie przedstawienie było możliwe, bo Ewangelia podaje tylko imię jednego ucznia, a ukrywa zupełnie drugiego.

To już druga niedziela Słowa Bożego, ustanowiona przez papieża Franciszka. Podejmujemy dzisiaj refleksję nad naszym słuchaniem Słowa Bożego i wcielaniem go w życie. To dzisiaj właśnie Słowo Boże w konkretnych czytaniach ukazuje nam absolutnie wyjątkowe zadanie, szczególne powołanie. Jest to wezwanie do nawrócenia: aktualne w każdym czasie i odnoszące się do każdego z nas. To Słowo Boże wzywa nas do nawrócenia. Ono nas kształtuje i prowadzi, domagając się jednocześnie naszej odpowiedzi.

1. Nawoływanie Jonasza.
Jak wielką moc ma słowo ludzkie – nie trzeba nikogo przekonywać. Raz wypowiedzianego słowa nie da się cofnąć. O ileż więc większą moc ma Słowo Boga. Jego działanie widzimy dzisiaj w historii zawartej w pierwszym czytaniu. Bóg posługując się opornym prorokiem Jonaszem dokonuje wielkiego dzieła nawrócenia Niniwy – pogańskiego miasta, którego mieszkańcy okryci byli niechlubną sławą z powodu stosowanych przez siebie okrutnych tortur. Pierwsze czytanie wskazuje, jak powoli słowo zaczyna działać, powoli kiełkować, aby przynieść zmianę, nawrócenie, jakiego nikt by się nie spodziewał. Do nawrócenia wystarczyło jedno zdanie proroka Jonasza…

2. Wezwanie Ewangelii.
Wezwanie do nawrócenia równie mocno brzmi we fragmencie Markowej Ewangelii. Do nawrócenia wzywał, głosząc słowo prorok Jan Chrzciciel. To samo podejmuje Jezus. Pobieżna lektura dzisiejszej Ewangelii mogłaby nas zatrzymać jedynie na tajemnicy powołania i moglibyśmy wtedy zakończyć na powołaniu np. do kapłaństwa. Przesłanie tego słowa jest jednak o wiele głębsze. Dotyczy każdego z nas. Wszystkich nas Bóg powołuje, abyśmy za Nim szli i nie da się tego skutecznie czynić bez nawrócenia. Szymon, Andrzej, Jakub, Jan bohaterowie Ewangelii, aby pójść za Jezusem zostawiają wszystko – nie tylko sieci. Muszą zostawić cały swój sposób myślenia, postępowania, aby swoje życie kształtować na wzór Jezusa. Jezus prowadzi ich przez słowo.

3. Wezwanie Pawłowe.
Być może zastanawiamy się: a co nas to obchodzi? Zazwyczaj to przecież inni muszą się nawrócić, słuchać słowa Pana Boga, a jeszcze lepiej naszego, bo my jesteśmy idealni. Tu przestrogę przed takim myśleniem daje św. Paweł: Czas jest krótki. Nie ma co czekać. Teraz trzeba coś zmienić w swoim życiu, bo czas bardzo szybko mija. Jak wielu naszych parafian tego doświadczyło w ostatnich miesiącach…

4. Niedziela Słowa Bożego.
Niedziela Słowa Bożego ma nam pomóc w nawracaniu się. Jak to zrobić? Wskazówki dał papież Franciszek w zeszłym roku w czasie pierwszej Niedzieli Słowa Bożego. W czasie homilii mówił tak: ,,uczyńmy miejsce dla Słowa Bożego! Czytajmy codziennie kilka wersetów z Biblii. Zacznijmy od Ewangelii: trzymajmy ją otwartą na stoliku nocnym w domu, nośmy ją ze sobą w kieszeni, wyświetlajmy na telefonach komórkowych, pozwólmy, by inspirowała nas każdego dnia. Odkryjemy, że Bóg jest blisko nas, że oświeca nasze ciemności, że z miłością prowadzi nasze życie na głębię”. Niech pomocą będą także przygotowane dla nas obrazki zawierające konkretne Słowo Boże. Weźmy je wychodząc z kościoła i rozważmy choć przez chwilę, jako słowo skierowane specjalnie do nas. Niech nam też pomoże przesłanie tego obrazu Jezusa, Kleofasa i jego żony, które jest wyraźnym zaproszeniem, aby chrześcijańskie domy przypomniały sobie, że mają być kościołami domowymi, w których słucha się Jezusa, który wszystko wyjaśnia. On otwiera nam serce i oczy, abyśmy nawróceni zupełnie inaczej widzieli świat i samych siebie. Nie czekajmy z tym, bo czas jest naprawdę krótki…

Ks. Julian Wawrzyniak

Słuchać i posłuchać Pana Boga

Homilia na II niedzielę zwykłą B,
Witkowo 17.01.2021 r.

W 1997 r. powstał film „Brat naszego Boga”, oparty na dramacie napisanym przez Karola Wojtyłę. Film przedstawia historię dwóch powołań, wzajemnie nakładających się na siebie, które łączy gotowość rezygnacji z kariery artysty, by pójść za głosem Boga. Zanussi, reżyser filmu, tłumaczył kiedyś, że – „nie ma świętości bez odrobiny szaleństwa. Dzisiaj natomiast modele kultury popularnej akcentują przeciętność. Wszystko jest szalenie poprawne. Jest to afirmacja przeciętności, zwykłości, bylejakości. Zgubić się w tłumie, być jak wszyscy”.

Słowo Boże dzisiejszej niedzieli opowiada nam o wielu bardzo ciekawych bohaterach. Wszystkie te postacie łączy jedna charakterystyczna cecha: słuchają Pana Boga. Ta zdolność przynosi w ich życiu piękne owoce.

1. Powołanie Samuela. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy o powołaniu Samuela. Ten dzisiejszy fragment to niezwykle wzruszająca opowieść o tym, jak Pan Bóg mówi do człowieka z wielką determinacją i cierpliwie czeka na jego odpowiedź. Prorok Samuel posłuszny Bogu powoli odkrywa, że Bóg zawsze chce dla niego najlepiej. I ta przygoda słuchania Boga przynosi w życiu Samuela piękne owoce, tak wielkie, że Samuel do dziś odgrywa ważną rolę w historii Izraela. Sam przyszedł na świat dzięki modlitwom swojej matki Anny. Od młodych lat usługiwał przy Arce Przymierza w Szilo. Zawsze zasłuchany w słowo Pana Boga został duchowym przywódcą, prorokiem i sędzią nad Izraelem. Zorganizował reformę religijną, jego rządy mądre i świętobliwe przyczyniły się do zjednoczenia narodowego i religijnego Izraela. Ale nawet on potrzebował pomocy. We właściwym odczytaniu powołania pomógł mu łagodny i nieudolny już kapłan Heli. On także dobrze odegrał swoją rolę.

2. Powołanie Apostołów. Na przykładzie apostołów z ukazanych w Ewangelii Jana widzimy dzisiaj, że głos Boga spotyka się z poszukiwaniem Boga, które naturalnie drzemie w człowieku. To pragnienie wyraża pytanie uczniów: Nauczycielu, gdzie mieszkasz? Pytanie Andrzeja mogło wydać się dziwne. Jezus nie mieszkał już w Nazarecie, nie miał stałego miejsca zamieszkania. Jako Nauczyciel wędrował od wioski do wioski, głosząc naukę. O co więc pytali uczniowie? Roman Brandstaetter w swojej powieści „Jezus z Nazaretu” pisze, że to pytanie: „Gdzie mieszkasz?” znaczy równocześnie: „Kim jesteś, jak się nazywasz, skąd pochodzisz, jaki jest twój dom, czym się zajmujesz, czy nas ugościsz, bo chcemy korzystać z praw twojej gościnności, a korzystając z nich, pragniemy oddać się pod twoją opiekę – co jest dowodem naszego ostrożnego zaufania – a jeżeli nie masz domu w miejscu, w którym teraz przebywasz, opowiedz nam dokładnie o twoim odległym domu, byśmy wiedzieli, kim jesteś, mężu nieznany”. To wszystko znaczyło w Izraelu: „Gdzie mieszkasz?”. Tak rozumiał to pytanie każdy Izraelita, czy mieszkaniec Wschodu. Dlatego Jezus odpowiada: Chodźcie, a zobaczycie (J 1, 39), to znaczy: „Chodźcie, poznajcie mnie”.W starożytności najlepiej można było nauczyć się czegoś od swojego mistrza przez zamieszkanie z nim, przez naśladowanie go, przez bycie ciągle w jego obecności. Tak też przygotowywano się kiedyś do kapłaństwa – nie w seminarium, ale w parafii. Ślad tego widać też w konkretnym przygotowaniu do zawodu, który nie jest zdobywany w szkole, ale w zakładzie, pod okiem konkretnego fachowca. Zobaczyć, gdzie mieszka nauczyciel i tam pozostać, to nie znaczy tylko znaleźć nocleg i posiłek. To jest coś więcej. To jest doświadczyć tego, co trochę intuicyjnie wyraża określenie spotykane w naszych domach i mieszkaniach: sweet home, oznaczające wszystko co dobre, co ten dom stanowi. To, co najcenniejsze Apostołowie odkrywają w bliskości Jezusa. Ale i oni potrzebują wskazania. Wskazówkę daje Jan Chrzciciel, który konkretnie mówi, że to Jezus jest prawdziwym Barankiem Bożym.

3. Nasze słuchanie głosu Boga. Te wszystkie sprawy, które odczytujemy dzisiaj ze Słowa Bożego znajdują przełożenie w naszym życiu. Z resztą dzisiaj św. Paweł dosadnie przypomina o obecności Boga w nas. I do nas mówi Pan Bóg. Tak samo cierpliwie, jak w przypadku Samuela czeka na naszą odpowiedź. Czasami musi długo czekać, bywa nawet że nigdy nie usłyszy odpowiedzi. Jak bardzo rośnie wtedy znaczenie tych, którzy pojawiają się na drodze wiary i podpowiedzą, jak kapłan Heli, wskażą konkretnie, jak Jan Chrzciciel. Rozmawiałem niedawno z moją kuzynką, która jest nauczycielką w jednej z podpoznańskich szkół średnich, gdzie więcej niż połowa uczniów nie chodzi na religię. Kiedyś, gdy była wicedyrektorem to było lepiej, a teraz to i plan nie jest przychylnie ułożony i wielu rezygnuje. Można szukać wielu przyczyn i próbować przerzucać winę, ale przede wszytki trzeba przyjrzeć się rodzicom. Dlatego też i w naszej parafii przygotowując do życia eucharystycznego tyle miejsca w zeszłym roku poświeciliśmy rodzicom i w tym roku chcemy podobnie. To jest przestrzeń do tego, aby spełnić swoją rolę, jak kapłan Heli, jak Jan Chrzciciel i wskazać na sprawy Boże. A zanim zacznie się życie rodzinne, to może już przed małżeństwem, w narzeczeństwie wskazać na Pana Boga. Często się zdarza, że jedna ze stron ma słabszą wiarę, albo nawet wcale nie ma. To samo możemy zrobić w swoim miejscu pracy, tak samo możemy zachować się we wspólnocie parafii zachęcając do zaangażowania. Nie wiemy jak potoczyła by się historia Samuela i apostołów, gdyby nie spotkali na swojej drodze przewodników. Może nigdy nie odkryliby swojego powołania. Może twoje dziecko, twój kolega w pracy, twój sąsiad nie umocni nigdy swojej wiary, bo zabraknie tylko twojej wskazówki… To jest wielka odpowiedzialność. A może w końcu sami mamy posłuchać tych, którzy nas do Boga prowadzą, nawet gdy nie są kryształowi. Bóg stawia na naszej drodze ludzi, którzy nie są idealni, ale bez nich po prostu do Niego nie dotrzemy.

Ks. Prefekt Julian Wawrzyniak
Witkowo, 16.01.2021 r.

Homilia na III Niedzielę po Bożym Narodzeniu – Niedziela Chrztu Pańskiego

To było dokładnie 56 lat temu. 10 stycznia 1965 roku w parafii pw. św. Doroty w Rogowie w niedzielę, małżonkowie Stanisław lat 36 i Maria lat 34 przyszli do kościoła, aby ochrzcić kolejne, siódme swoje dziecko. Rodzicami chrzestnymi byli ich znajomi: Stanisław i Irena. Szafarzem chrztu był ks. prał Adam Knast. Dziecku nadali imię Franciszek, a jego patronem stał się św. Franciszek Salezego, biskup Genewy i patron dziennikarzy katolickich – pierwsze liturgiczne wspomnienie świętego Franciszka po chrzcie.
W Niedzielę Chrztu św. spójrzcie wraz ze mną na swój własny chrzest. Przypomnijcie sobie jego datę, szafarza, miejsce – kościół, jego wezwanie, rodziców chrzestnych, swego świętego patrona oraz świecę chrzcielną. A może ktoś wybrałby się do kościoła chrztu, aby pomodlić się przy chrzcielnicy?
W Ewangelii wysłuchaliśmy przed chwilą relację św. Marka z chrztu Pana Jezusa. Ten sam Głos, chociaż niesłyszalny, brzmi jak bęben podczas każdego chrztu świętego. „Ty jesteś moim Synem umiłowanym”. Każdy ochrzczony staje się dzieckiem Bożym, następnie zostaje obmyty z grzechu pierworodnego i włączony do Kościoła. Zapowiedź tego daru została w sposób niemalże poetycki powiedziana w słowach proroka Izajasza z pierwszego czytania, w którym pojawia się wołanie przypominające głos handlującym na targowisku. Jeden z nich oferuje przechodniom towar bezcenny, zwłaszcza w suchym i upalnym klimacie Palestyny – wodę. Nawołuje wszystkich spragnionych, nawet tych pozbawionych pieniędzy, aby przyszli do niego. Zachęca wręcz do kupowania bez płacenia. Kupiec dalej woła: Słuchajcie Mnie, a wasza dusza się nasyci (Iz 55,2). Nakłońcie uszu i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie mnie, a dusza wasza żyć będzie (Iz 55,3).
Tym handlującym, nawołującym jest sam Bóg. Jednak nie sprzedaje, ale daje swojemu ludowi życie w obfitości w sposób bezinteresowny. I więcej jeszcze: Bóg nie troszczy się tylko o ducha, ale o byt materialny i przetrwanie swojego ludu. Aby wzbudzić w nas ufność i wiarę przemawia do swojego ludu wybranego, a stad też i do każdego z nas najpierw przez swoje słowo. Ono jest jak ulewa, która przywraca życie Izraelowi porównanemu do pustyni: użyźnia, zapewnia urodzaj i karmi. Daje życie tam, gdzie panuje śmierć. Dlatego tak ważne jest, aby Jego słowo słuchać, czytać i poznawać.
Wszyscy otrzymaliśmy dar wiary, i to w sposób bezinteresowny. Wiara jest łaską, jest darem od Boga. „Wiara zwycięża świat” – jak napisał św. Jan w swoim pierwszym liście. To wiara dodaje siły do pokonywania przeszkód, ona „przenosi góry”: marzeń, lęków i strachu. W tym miejscu przypomina mi się rozmowa z moim ks. Prefektem, obecnie proboszczem jednej z parafii bydgoskich – ks. kan. Andrzejem Kłosińskim. Po maturze powiedziałem do niego, tak pewnie bezrefleksyjnie, ale od serca: „Ja mam taką teraz wiarę, że mogę góry przenosić”. On spokojnie odpowiedział: „To przenoś”.
Postawmy sobie dzisiaj pytania: W jaki sposób pielęgnujemy ten dar wiary otrzymany na chrzcie św.? W jaki sposób rozwijamy, pomnażamy w sobie łaskę chrztu? Czy zmienia się nasza świadomość – co to znaczy być katolikiem? Czy jestem szczęśliwy, ba nawet dumny z tego, że jestem katolikiem?
W ostatnim czasie mogliśmy obejrzeć filmy dokumentujące życie kilku artystów. Patrząc na te filmy obserwowałem m.in. to, jaką rolę w ich życiu odgrywała wiara. W życiorysie jednego z nich ukazana jest relacja artysty do Boga, element powrotu do Niego i pomnażanie łask, wraz z rozwojem dalszej kariery, wraz z cytatem św. Augustyna: “Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na miejscu właściwym”. Przepiękny jest też znak krzyża czyniony przez naszych skoczków narciarskich przed skokiem, aby w ten sposób to właśnie Bogu ostatecznie zawierzyć swój skok – wybić się w górę i bezpiecznie wylądować na ziemi. Podziwiamy i dziękujemy za tę odwagę i świadectwo wobec tylu milionów kibiców.
Dzisiaj odnowimy przyrzeczenia chrzcielne. Niech to odnowienie umocni nas w wyznawaniu wiary w Chrystusa, w naśladowania Jego stylu życia, tak odmiennego, a jednocześnie tak intrygującego innych. W ramach naszej pracy duszpasterskiej chciałbym odwołać się do tego, co zostało napisane w naszej parafialnej gazetce o chrzcie świętym na str. 14: o powołaniu katechistów, o tym, jak ważny jest wybór imienia dziecka wraz ze świętym Patronem oraz o specjalnie uszytej białej szacie, która jest większa niż ogólnie dostępne, aby można było ubrać w nią dziecko na chrzcie, a nie tylko symbolicznie nałożyć. Mam nadzieję, że będzie taki chrzest, podczas którego my, szafarze, będziemy mogli to uczynić. Dzieci przygotowujące się do życia eucharystycznego otrzymałyby dzisiaj pamiątkę odnowienia chrztu św. wraz z buteleczką poświęconej wody. Ale uczynimy to, gdy będą ku temu warunki.
Przyzywajmy dzisiaj naszego św. Patrona chrztu św. lub bierzmowania, aby pomógł nam w tej pielgrzymce wiary do Domu Ojca. Przy tej okazji pytam się też każdego z Was: czy w Twoim pokoju wisi na ścianie wizerunek Twojego świętego Patrona? Jeżeli nie, to już czas, aby go tam umieścić. Wtedy na pewno łatwiej będzie nam o Nim pamiętać i Go przyzywać nie tylko od święta.
Jeżeli przynieśliśmy ze sobą dziś na Mszę św. swoje świece chrzcielne, to uczynimy to z zapalonymi świecami. Ja nie mam już swojej świecy od chrztu, ale chciałbym, aby ta, którą dziś, w moją 56. rocznicę chrztu, trzymam w dłoni, została już ze mną – abym mógł w kolejne rocznice w sposób uroczysty ją zapalić. Od dziś będzie na godnym miejscu stała w moim pokoju.
Świeca chrzcielna ma nam towarzyszyć przez całe życie, aż do odejścia z tego świata. Ona jest znakiem przypominającym początek naszej drogi wiary – czyli chrztu św. „Tutaj wszystko się zaczęło”. Ona jest też znakiem celu, do którego dążymy. „I gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki”, abyśmy znaleźli przygotowane w niebie wieczne mieszkanie” (I Prefacja o zmarłych). W kaplicy przygotowany jest już postument pod świecę chrzcielną zmarłego, aby towarzyszyła jemu na tej ostatniej drodze ziemskiej pielgrzymki. Jako rodzice, zatroszczcie się o świece chrzcielne swoich dzieci – przechowujcie je w bezpiecznym miejscu, zwłaszcza w czasie różnych przemeblowań czy przeprowadzek, tak by, gdy dziecko będzie opuszczało dom rodzinny, mogło ten dom opuścić ze swoją świecą, a jej światło wytyczało drogę wiary na jego dalsze życie.
Na początku jest miłość, a jej owocem jest nawrócenie, zmiana stylu życia. „Ty jesteś moim synem, moją córką umiłowaną”, powtarza dzisiaj Bóg po raz kolejny do każdego z nas.
Amen.

ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński
Witkowo, 9 stycznia 2021 r.

Homilia na Objawienie Pańskie 2021

1. Był rok 538 przed Chrystusem. Król perski Cyrus zezwolił odbudować zburzoną przez Babilończyków świątynię w Jerozolimie. Miasto pozbawione murów, wydane na pastwę obcych, ciągle pogarszające się warunki ekonomiczne rodziły głębokie rozczarowanie i przygnębienie, w sercach narodu Izraelskiego zagościł pesymizm i rezygnacja. W tej sytuacji rozlega się głos proroka Izajasza: Powstań! Świeć! – dokładnie: „ukaż jasność swojej twarzy”. Apeluje, aby mieszkańcy Jerozolimy odrzucili smutek i ciemność w spoglądaniu na ogarniającą ich rzeczywistość. Skończył się bowiem czas żałoby i pohańbienia.

2. To proroctwo zapowiadające piękne czasy realizuje się w przyjściu Pana Jezusa. Dzisiaj słyszymy, że poszerza się grono gości odwiedzających Pana Jezusa – oprócz pasterzy i pewnie wielu ludzi przygodnie przechodzących obok betlejemskiej stajenki, wizytę składają niezwykli goście – Mędrcy, którzy przybyli z daleka.
W historii ich wędrówki odnajdujemy przesłanie dla nas: aby spotkać Jezusa potrzebna nam jest postawa Mędrców charakteryzująca się trzema konkretnymi działaniami:
• szukaniem Pana („Gdzie jest nowo narodzony król Żydów?”),
• dostrzeganiem znaków Jego obecności („Zobaczyliśmy […] Jego gwiazdę),
• podążaniem („Przybyliśmy oddać Mu hołd”).
Przyjmując postawę Mędrców także i my mamy szansę odnaleźć Jezusa, a nasza codzienność, szara i monotonna, może nasze rozczarowanie i przygnębienie zostanie oświecone. Objawienie Pańskie jest świętem światła. Jest zaproszeniem do powstania, wyjścia z ciemności, następnie poszukiwania i przyjęcia Światła, Boga – Światłość ze Światłości – jak wyznajemy w Credo.
Mędrcy nie wybierali się w pojedynkę. Wspólnie pokonywali trudności i wspierali się, pomagali sobie w drodze do Boga. I my podobnie potrzebujemy na tej drodze do tego Światła wspólnoty. Jest nią wspólnota rodzinna, wspólnota przyjaciół i znajomych, wspólnota parafia czy wspólnota diecezjalna. Mędrcy, aby dotrzeć do Pana Jezusa potrzebowali wiary i rozumu. Ta harmonia pozwoliła na osiągnięcie celu. I my również potrzebujemy rozumu, aby dostrzec tę naszą Gwiazdę prowadzącą nas do Boga, i potrzebujemy wiary, aby uklęknąć przed Bogiem i oddać Mu pokłon.
Mędrcy według niektórych kaznodziejów mieli różne lata: 20, 40 i 60 lat. Czy my znamy takich ludzi w tym wieku, którzy jak Mędrcy odkryli drogę do Boga i poświęcili dla niego wszystko? Kto dla nas z naszych bliskich nam osób jest takim wzorem?

3. W Katakumbach św. Domitylli w Rzymie znajduje się fresk przedstawiający pokłon Mędrców. Postacią centralną jest Maryja siedząca na tronie, trzymająca w objęciach Dzieciątko Jezus. Po obu stronach widzimy wizerunki Mędrców ofiarujących Mu swoje dary. Najciekawszym jest to, iż jest ich po dwóch z każdej strony, czyli czterech.Uroczystość Objawienia Pańskiego, nie tylko w naszej polskiej tradycji, związała się ściśle z osobami Trzech Mędrców zwanych również Trzema Królami. Pobożność chrześcijańska nadała im z czasem imiona (Kacper, Melchior, Baltazar) uznając ich za świętych i czcząc ich relikwie między innymi w cudownej Katedrze Kolońskiej. Tymczasem Ewangelia pozostaje wobec nich bardzo powściągliwa. Jak gdyby chciała podkreślić: nie oni są tu najważniejsi. Najważniejszy jest Chrystus, który dziś objawia się wszystkim narodom, którzy “już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała i współuczestnikami obietnicy” (Ef 3,6) – jak mówił św. Paweł.

4. Ks. Mieczysław Maliński napisał opowiadanie o czwartym Królu. Pisze w nim tak: „Mówią, że był i czwarty Król, który zobaczył gwiazdę zwiastującą Jezusa i zapragnął złożyć nowo narodzonemu Królowi żydowskiemu pokłon. Wiedział, że to ma być Król Miłości. I gdy myślał o tym, jaki dar Mu przynieść, przypomniał sobie o największym swoim skarbie. To był ogromny rubin o przepięknym czerwonym kolorze, który otrzymał od ojca. Wiedział, że do kraju żydowskiego jest daleka i trudna droga. Wybrał najlepsze wielbłądy i osły, najlepsze sługi. Wziął ze sobą dużą sumę pieniędzy. Zawiesił rubin w sakiewce na szyi i pojechał. Gwiazda wskazywała drogę. Dopóki jechał przez swój kraj, wszystko było jasne i proste. Gdy przejeżdżał przez inne kraje zobaczył dużo biedy, ludzi których pogrążyła zaraza, wojny, i zaczął wszystko rozdawać. Pomagał każdemu, kto potrzebował pomocy. Po wielu latach dotarł do Jerozolimy. Szczęśliwy, że już prawie dotarł do Dzieciątka Jezus nagle spostrzegł nad tłumem sterczące trzy belki. W pierwszej chwili nie chciał uwierzyć własnym oczom. Zadał sobie pytanie: I tutaj istnieje kara śmierci i to najokrutniejsza – przez ukrzyżowanie?Spotkał Jezusa w czasie drogi krzyżowej, spojrzał na Niego, „wszystko trwało tylko moment, ale przepełniła go taka radość z tego spotkania z Jezusem, że serce mu pękło ze szczęścia.”
(por: http://www.tmoch.net/lew/4krol.htm). Można by to opowiadanie spuentować tak: Do Króla Miłości idziemy drogą miłości!

5. Rozważając tajemnicę Objawienia Pańskiego, przeżywamy dziś Dzień Modlitwy i Pomocy Polskim Misjonarzom. W swoim przesłaniu bp Jerzy Mazur z Ełku, Przewodniczący Komisji Misyjnej podkreślił, że dzisiaj „wraz z całym Kościołem modlimy się za ludy i narody, które jeszcze nie słyszały o Chrystusie i nie poznały Ewangelii”. W nawiązaniu do programu duszpasterskiego o Eucharystii, Biskup Jerzy zauważa, że „w ciągu wieków wielcy Święci nosili w sercu przeogromną miłość do Jezusa Eucharystycznego”, podobnie jak wielu misjonarzy. „Sługa Boża, dr Wanda Błeńska, która swe życie poświęciła leczeniu trędowatych w Ugandzie, wyznała: „Gdybym nie przyjmowała codziennie Eucharystii, nie miałabym sił pracować” – pisze bp Mazur.Wspieramy dzisiaj posługę 1883 polskich misjonarzy i misjonarek posługujących w 99 krajach misyjnych oraz Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci, które od Bożego Narodzenia w ramach swojej działalności idą z misyjną kolędą przebrane w stroje misyjne, zbierając w tym roku ofiary na potrzeby dzieci masajskich.

6. Dziś, w Święto Objawienia Pańskiego, każdy z nas jest wezwany, by dawać świadectwo swojej wiary w Chrystusa. Możemy czynić to na wiele sposobów:
• oznaczając drzwi swojego mieszkania kredą, C+M+B=2021 (Christus Mansionem Benedicat- Niech Chrystus błogosławi ten dom), czy K+M+B=2021.
• zapalenie kadzidła i odmówienie modlitwy o Boże błogosławieństwo dla domowników i przybywających do niego gości,
• niosąc miłość – niczym czwarty Król – tam, gdzie jej brakuje,
• składając ofiary pieniężne na polskich misjonarzy i misje…
• podejmując Patronat jednego z misjonarzy w rodzinie,
• biorąc udział w Orszaku Trzech Króli.
Powstań i świeć! – mówi do nas dzisiaj Bóg. Amen!

ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński
Witkowo, 5 stycznia 2021 r.

Żyć Bożym Narodzeniem…

Homilia na II niedzielę po Narodzeniu Pańskim B, Witkowo 3.01.2021 r.

W jednym z polskich kościołów odbywała się Pasterka. Tłum, głowa przy głowie. Czuć było świąteczny nastrój i uniesienie. Chór parafialny zaintonował: Wśród nocnej ciszy… Uroczysta procesja zbliżała się do ołtarza… Ksiądz zobaczył kątem, oka kobietę w zaawansowanej ciąży, stojąca w bocznej nawie. Ludzie gromko śpiewali, organy grały. Cały kościół unosił się w radosnym hymnie: Chwała na wysokości Bogu… W pewnym momencie kobieta odwróciła się i zaczęła przeciskać przez tłum. Ksiądz czytał właśnie Ewangelię Łukasza: Nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Kobieta nagle zatrzymała się przy pustym konfesjonale i usiadła na klęczniku. Nikt nie podszedł, nikt nie zapytał co się stało. Wszyscy byli zajęci świętowaniem Bożego Narodzenia. W II niedzielę po Narodzeniu Pańskim liturgia prowadzi nas do odpowiedzi na pytanie: Czego uczy nas Boże Narodzenie? Dzisiejsze czytania uświadamiają nam, że odpowiedzią na to pytanie jest obecność Boga pośród nas. Po czasie świątecznym, po wystrzałach fajerwerków mamy podjąć pracę nad tym, aby żyć Bożym Narodzeniem.

1. Pragnienie Mądrości.
W pierwszym czytaniu słyszeliśmy o Mądrości Bożej. Temat ten powracał wiele razy w historii Izraela. Do tej Mądrości odnoszono rożne obrazy, różnych ludzi. Mądrość Boża wiedzie człowieka do szczęścia, daje właściwe rozpoznanie zadań w świecie i wobec świata. Jest największym skarbem człowieka. Każdy z nas potrzebuje takiej Mądrości.

2. Słowo wśród nas.
Autor Ewangelii Janowej w tym nieco tajemniczym, wyrażonym trudnym językiem rozważaniu o słowie ukazuje nam, że ta niezwykła Mądrość jest obecna pośród nas. Jest nią Słowo, które stało się Ciałem i zamieszkało pośród nas.. Św. Jan napisał dokładnie, że słowo rozbiło swój namiot. Przyjęło mieszkanie w namiocie, a więc tak jak naród izraelski mieszkał w czasie wędrówki przez pustynię. W specjalnym namiocie Bóg rozmawiał z Mojżeszem. Była tam Arka Przymierza i dzięki temu Izraelici czuli obecność Boga. Ale to jednak nie był sam Bóg. A więc my jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji. Izraelici oczekiwali Mądrości, wyczekiwali Zbawiciela, tymczasem my uczestniczymy już w tej obecności Boga pośród nas Już nie w drewnianej skrzyni Arki, ale w prawdziwym nowonarodzonym Dziecku Bóg jest wśród swojego ludu. Jednak rodzi się pytanie: czy my rzeczywiście robimy coś sobie z tego, że Bóg jest między nami?

3. Nasza odpowiedź na obecność Boga.
Wydaje się, że człowiek współczesny zwyczajnie nie docenia obecności Pana Boga. Właśnie ten czas Bożego Narodzenia jest taki konkretny. Pokazuje, że Bóg zawsze jest blisko ludzkich spraw. Nie jest wymyślony, historia z Betlejem to nie jest bajka tylko konkretne, realne życie takie, jak nasze. Dlatego słowo Boże przekazuje nam prawdę o Nim. Ale także i o nas zwłaszcza wtedy, gdy tej Jego obecności nie przyjmujemy. Przed dwoma tygodniami czytałem taki artykuł: Wiara w czasie zarazy, który oprócz powtarzanych wszędzie tematów związanych z bolesnymi, ale w wielu przypadkach nieuniknionymi problemami ekonomicznymi snuje także refleksję o trudnościach w przeżywaniu wiary i konsekwencjach tego czasu. Autor zauważa, że z jednej strony jasno widać, jak Epidemia sprawiła, że chrześcijanie wracają do tego, co jest istotą ich wiary. Z drugiej strony opisuje tzw. katolików kulturowych, którzy chodzili do kościoła w przyzwyczajenia, z tradycji i nagle okazało się, że w ogóle nie maja wiary. Pisze tak: Oni zorientowali się, że życie może być wygodniejsze, że można żyć całkiem nieźle bez powinności chodzenia do kościoła. I na te dwa spojrzenia daje odpowiedź i zachętę, aby skoncentrować się na własnym świadectwie , za którą idzie ufność wobec ustanowionego przez Zbawiciela Kościoła oraz życzliwość i wyrozumiałość dla naszych kapłanów. Może to być nasza odpowiedź na słowo, które zamieszkało pośród nas. Gdy skoncentrujemy się na swojej wierze, ale nie takiej wymyślonej na własne potrzeby, albo kształtowanej przez jakieś widzimisię, to nie straszne będą nam żadne kryzysy, bo zawsze będziemy mieli to co najcenniejsze – Boże Narodzenie będzie w nas każdego dnia.

Ks. Prefekt, Julian Wawrzyniak
Witkowo, 3 styczeń 2021 r.

Święta Boża Rodzicielko!

Homilia na uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Witkowo 1.01.2021 r.

Kościół pierwszy dzień nowego roku poświęca Matce Bożej, którą nazywa Rodzicielką. Po raz pierwszy nazwała tak Maryję św. Elżbieta, wypowiadając słowa pozdrowienia: A skądże mi to że Matka Pana mego przychodzi do mnie? Po paru wiekach w 431 r., tym samym tytułem obdarzył Matkę Jezusa Sobór w Efezie, i to wśród niebywałego entuzjazmu tamtejszej ludności. Przewodniczący soboru, św. Cyryl Aleksandryjski, widząc tę wielką miłość do Maryi, zawołał: Święta Maryjo Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Przywołujemy dzisiaj wstawiennictwa Maryi, Bożej Matki, która z całą stanowczością prowadzi nas do Jezusa. W betlejemskim żłóbku wskazuje na swojego Syna, który przy końcu starego i na początku nowego roku kalendarzowego przypomina nam, że to On jest Panem historii, upływającego czasu i to w świetle Jego słowa mamy dokonywać wszelkich podsumowań oraz kreślić plany na przyszłość.

1. Błogosławieństwo.
W tym przekonaniu utwierdza nas dzisiejsza liturgia słowa. W usłyszanym fragmencie z Księgi Liczb spotykamy Izraelitów podczas ich pobytu pod górą Synaj, gdzie Bóg przekazał im swoje przykazania i ustanowił ich jako naród. Stamtąd Izraelici mają wyruszyć w dalszą drogę przez pustynię ku Ziemi Obiecanej. Moment ten jest dla nich nowym początkiem. Mają odtąd, jako naród przymierza kierować się Prawem Bożym oraz ma im towarzyszyć Boże błogosławieństwo, którego będą udzielać narodowi kapłani. Pan będzie się nimi opiekował, oni zaś mają być na zawsze Jego ludem. W centrum jest Bóg, a nie ludzkie nawet najlepsze plany.

2. Pełnia czasów.
Autor listu do Galatów przypomina, że to Bóg w konkretnym czasie najwyraźniej przypomniał o sobie poprzez swojego Syna. Tak, jak w czasach Izraela Bóg był początkiem nowego ludu, tak przez Chrystusa każdy z nas nosi w sobie godność dziecka Bożego. Znów z woli Boga bierze swój początek nowy lud.

3. Przykład Maryi.
Czytane przed chwilą słowa z Łukaszowej Ewangelii podkreślają natomiast postawę Maryi wobec tego wszystkiego, co się wydarzyło: Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu, czyli współpracowała z Bogiem, głęboko przeżywała to wszystko, co stało się Jej udziałem. Starała się to wszystko zrozumieć i na zawsze w sobie zachować. Maryja, Święta Boża Rodzicielka jest dla nas przykładem powierzenia swojego losu Panu Bogu.

4. Nasze podsumowania i plany.
Rok 2020 chociaż trudny, dla wielu bardzo bolesny dobrze odczytany może nas wielu spraw nauczyć. Bardzo podobny był do tego, co już było… W starożytnej, pogańskiej tradycji lata liczyły się „od założenia Rzymu” przez legendarnego Romulusa. Taki właśnie sposób nieustannie demonstrował wielkość imperium, które w największym rozkwicie przewyższało wszystkie inne mocarstwa ówczesnego świata. Każdy kolejny rok utwierdzał zarówno samych Rzymian, jak i wrogów Imperium, w przekonaniu o jego trwałości i niezniszczalności. Stąd powszechne w tamtym czasie powiedzenie: „wieczny Rzym”. W jego imieniu, zgodnie z prawem, decydowano o życiu i śmierci wszystkich jego mieszkańców. Wieczny, starożytny Rzym przeminął, tak, jak przemijają ciągle nasze plany. Bóg, który jest Panem czasu ciągle nam przypomina, że to jednak nie od człowieka wszystko zależy… Ile planów trzeba było zmienić, z iloma problemami trzeba było się zmagać i to ciągle jeszcze trwa, bo niewidoczny gołym okiem wirus i groźna choroba spowodowały, że przekonany o swojej sile człowiek okazał się być bardzo słaby… Ale dzięki wierze nie pozbawiony nadziei. Wraz z narodzeniem Jezusa w Betlejem zaczęła się zupełnie nowa era, daleka jednak od tego świata, który o Panu Bogu zapomina, a w centrum znów tak, jak w Rzymie który przeminął stawia siebie. Mijający czas może nas dzisiaj nauczyć, że tylko wtedy, gdy sprawy Boże postawimy w centrum to nowy rok będzie dla nas naprawdę błogosławiony. Będzie to także czas prawdziwego pokoju, który wypływać będzie z naszego serca. Modlimy się o to także przeżywając dzisiaj kolejny Światowy Dzień Pokoju i z wielkim bólem myśląc o tych wszystkich miejscach, gdzie ciągle dochodzi do rozlewu krwi, także tak blisko, za naszą wschodnią granicą. Tylko wtedy, gdy tak jak Maryja będziemy słuchać słowa Bożego, rozważać je i wypełniać, to nowy rok, jakikolwiek by nie był, będzie naprawdę dla nas wszystkich Rokiem Pańskim.

Ks. Prefekt, Julian Wawrzyniak
Witkowo, 1 styczeń 2021 r.